piątek, 31 lipca 2009

Golite Xanadu 2+

Dzięki uprzejmości firmy Arizzon będącej wyłącznym dystrybutorem sprzętu Golite w Polsce zostałem "obdarowany" dwoma interesującymi gadżetami outdoorowymi. W zamian mam je przetestować. Pierwszy to namiot Xanadu 2+, drugi to plecak Jam - najnowszy wzór z roku 2009 (wcześniej opisałem jego starszego brata). Firma Golite jest producentem sprzętu do lekkiej turystyki. Jak twierdzi sam producent - jego dewizą nie jest tworzenie sprzętu najlżejszego. Priorytetem jest funkcjonalność i trwałość. Dopiero na drugim miejscu stawia on na lekkość wyrobu. Sprawdzę czy tak jest w rzeczywistości. Zanim jednak zacznę testy (czyli zanim zacznie się weekend) kilka słów odnośnie konstrukcji namiotu. Plecak opiszę w osobnym poście bo ilość zdjęć, które chciałem przedstawić jest dość duża.

Xanadu 2+
Xanadu 2+ jest według producenta namiotem 2-3 osobowym ;). Tak jest w istocie. Dla 2 osób będzie to pałac (porównując z Baltoro to to jest trójka ;)). W tym namiocie spokojnie przemieszka cała moja rodzina składająca się z dwóch dorosłych osób i dziecka. Namiot jest również wysoki. Cała ta trójka usiądzie w środku bez garbienia się. Namiot posiada dwa spore przedsionki, w których można upchnąć buty, plecaki i cały zbędny podczas odpoczynku sprzęt. Wstępne oględziny utwierdziły mnie w przekonaniu, że Golite przyłożył się do roboty i uszył namiot porządnie. Materiały z których go uszył też są bardzo dobrej jakości. Namiot składa się z nylonowej powlekanej poliuretanem podłogi (wodoodporność 3.000 mm H2O), przedsionki są z nylonu powlekanego silikonem o nazwie SilLite (materiał ma właściwości hydrofobowe, jest wodoodporny do 1000 mm H2O), żółte wstawki są z materiału o nazwie Epic (wodoodporność to 1.000 mm H2O). Epic jest oddychalny ale nie jest wodoodporny w takim stopniu jak SilLite). W celu polepszenia wentylacji producent wpakował w namiocik dużo siatki o bardzo gęstych oczkach (No-See-Um). Zamki , taśmy, klamry wyglądają na dość konkretne, niektóre z nich są może zbyt konkretne co dodaje wagi ale jest to zgodne z filozofią producenta. Rurki stelaża są zrobione z duraluminium DAC Featherlite.
Do namiotu dostajemy 8 dość ciężkich (15 gramów) śledzi o przekroju w kształcie litery Y.
Czasem ciężko je wbić w ziemię, ale po ich wbiciu mamy gwarancję, że w niej zostaną. Gdybyśmy wpadli na pomysł przyszpilenia namiotu używając wszelkich dostępnych miejsc zamontowania odciągów potrzebowalibyśmy aż 14 śledzi. Worki na namiot, śledzie i rurki stelaża zrobione są z silnylonu w kolorze żółtym i zamykane na linki ze stoperem.
Namiot jest hybrydą - w części przedsionkowej mamy coś w rodzaju dwupowłokowca, w części sypialnej jest to jednopowłokowiec. Wentylację zapewniają dwa ogromne wywietrzniki po bokach namiotu. Czy jest to dobry system o tym przekonam się na własnej skórze. Namiot po rozstawieniu wygląda na całkiem stabilną konstrukcję. Za jedyną wadę jak na razie mógłbym uznać sposób rolowania moskitiery w wejściach. Moskitiera roluje się na dół i pałęta się pod nogami. Poza tym namiot jest rekomendowany do użytku podczas wszystkich pór roku. Wydaje się to lekko przesadzone. Owszem, konstrukcja jest samonośna, kształt może oprzeć się mocnym wiatrom, ale jeśli spojrzymy na te ogromne wywietrzniki i wyobrazimy sobie, iż od warunków panujących na zewnątrz oddziela nas tylko ta siatka to nie wygląda to już tak różowo. Siatki w ogóle jest tutaj dużo - zrobione są z niej zarówno wywietrzniki jak i wewnętrzne ściany sypialni, a że nie utrzymuje ona ciepła tak jak sypialnia z nylonu zastosowanie w warunkach zimowych może być kłopotliwe. Namiotem tego samego producenta odpowiednim do takich warunków byłby Golite Vallhala 2+. Ma on możliwość zamknięcia wywietrzników, a sypialnia zrobiona jest z nylonu ripstop.

W opakowaniu dostajemy:
- namiot (waga podawana przez producenta: 1470g, rzeczywista: 1503g)
- rurki stelaża (waga podawana przez producenta: 400g, rzeczywista: 386g)
- śledzie (waga podawana przez producenta: 110g, rzeczywista: 115g)
- worek na namiot (waga podawana przez producenta: b.d, rzeczywista: 23g)
- worek na stelaż (waga podawana przez producenta: b.d., rzeczywista: 11g)
- worek na śledzie (waga podawana przez producenta: b.d., rzeczywista: 7g)
Waga minimalna (bez worków - bo taką wagę minimalną podaje producent)
Deklarowana: 1980g
Rzeczywista: 2004g

Waga całkowita:
Deklarowana: b.d.
Rzeczywista: 2045g

Wymiary:
Cały namiot spakowany: 46x18x15 cm
Worek z rurkami stelaża: 43x5 cm

Wymiary sypialni:
- szerokość: 144 cm
- długość: 223 cm
- wysokość: 107 cm

Wymiary przedsionków:
- szerokość: 223 cm
- głębokość: 70 cm

Sposób rozkładania namiotu (według producenta):
Rozkładamy podłogę namiotu w miejscu w którym chcemy go postawić.
Przyszpilamy go w do ziemi.
Jak już mamy go przyszpilonego ...
.. rozkładamy rurki stelaża i ....
... ładujemy się do namiotu starając się wcisnąć końcówki rurek w metalowe oczka zainstalowane w rogach sypialni.
Potem wbijamy śledzie napinające materiał przedsionka ...
... oraz odciągające wywietrzniki ... ... i mamy namiot rozstawiony.
Moim zdaniem należałoby zamienić kolejność i najpierw wcisnąć rurki do wewnątrz namiotu, a potem go przyszpilić. Przynajmniej podczas dobrej pogody. To ułatwia zainstalowanie rurek.

Inne szczegóły:
Na 4 rogach namiotu mamy miejsca do zamontowania dodatkowych odciągów stabilizujących. Producent pomyślał o wszyciu ich pod odpowiednim kątem.
Na zdjęciu poniżej widać miejsce montażu odciągu przy wywietrzniku:W każdym rogu sypialni mamy taką kieszonkę:Zdjęcie poniżej przedstawia odciąg zamontowany w połowie szerokości podłogi:Tutaj widać wykończenie taśm naciągających przedsionki oraz sposób ich zamknięcia:Zamek i zabezpieczenie zamka przedsionków:Moskitiera (wejście do sypialni) po zrolowaniu:
Zamek sypialni:Plastikowy element naciągający odciąg wywietrznika:
Przedsionki:
Wywietrzniki:Miejsce wewnątrz sypialni:

Tyle tytułem wstępu. Po weekendzie może będzie więcej do opowiedzenia o namiocie.

poniedziałek, 27 lipca 2009

H2O

Wstęp

Tytuł krótki. Ale tylko tytuł bo temat związany z dostępnością H2O jest rozległy. Szczególnie kiedy mówimy o wodzie czystej. Nie wymyślono jeszcze koncentratu tej substancji, więc pozostaje to w dalszym ciągu wyzwaniem logistycznym. Wodę można nosić w naczyniach albo wlać ją w siebie kiedy nadejdzie taka sposobność. Ja preferuję ten pierwszy sposób. Do przechowywania wody używałem butelek PET, manierek wojskowych jak i butelki Nalgene. Ta ostatnia ma dwie wielkie zalety: posiada szeroki wlew i jest zrobiona z leksanu dzięki czemu można wlać do niej wrzątek bez obawy o zmianę kształtu butelki. Butelka ta ma jednak i wadę: jest 4 razy cięższa (150g) od przeciętnej butelki PET (39g). Ostatnio kupiłem sobie dwie butelki Platypus. Do czasu ich użycia w terenie nie będę się na ich temat rozpisywał. Podobno są one równie wytrzymałe na temperaturę co Nalgene. Zobaczymy.

Środki chemiczne

Żeby się napić trzeba wodę uzdatnić. W terenie dzikim mamy do czynienia z zanieczyszczeniami mechanicznymi i biologicznymi. Te pierwsze nie stanowią istotnego problemu i można je usunąć po prostu odstawiając pojemnik z wodą od odstania osadu. Można również użyć prostego filtra z gęstej metalowej siateczki wklejonej w korek od butelki by nabrać wody pozbawionej grubszych zanieczyszczeń mechanicznych. Większy problem nastręczy nam pozbycie się z wody zanieczyszczeń biologicznych: bakterii, cyst, pierwotniaków i wirusów. Jeśli używamy palnika na drzewo lub po prostu ogniska możemy uzdatnić wodę poprzez jej zagotowanie. Różne źródła podają różne dane ale 1 minuta gotowania z pewnością wystarczą by wybić wszystkie żywe organizmy znajdujące się w wodzie. Jeśli nie dysponujemy odnawialnym zasobem paliwa, chemiczne metody uzdatniania wody mogą okazać się lepsze. Do wyboru mamy tabletki z substancjami uwalniającymi dwutlenek chloru i dodatkami (np. jonów srebra) takie jak Katadyn Micropur Forte MF 1T, Aquamira Water Purifier Tablets. Wszystkie produkowane są w jednej fabryce, więc niczym się nie różnią poza nazwą. By uzdatnić wodę należy użyć 1 tabletki na 1 litr wody. W przypadku wody przejrzystej o temperaturze pokojowej po 30 minutach nie mamy w niej żywych bakterii i wirusów. Po 2-4 godzinach woda zostaje oczyszczona z pierwotniaków i cyst. W przypadku wody bardzo zimnej i mętnej czasy te mogą wydłużyć się dwukrotnie. Są to więc środki, które wymagają odpowiedniego czasu by całkiem oczyścić wodę. Można ich używać np. wieczorem by rano mieć skład czystej wody. Jeśli woda jest przejrzysta możemy dawkę zmniejszyć o połowę – po 8 godzinach nawet połowa dawki skutecznie oczyści wodę. Same tabletki są bardzo lekkie i proste w użyciu. Wadą jest długi czas oczyszczania wody i niemożliwość natychmiastowego użycia – co za tym idzie konieczność jej przenoszenia. Zwiększa to istotnie wagę plecaka. Oczywiście mając do dyspozycji niewystarczającą ilość źródeł wody w terenie czas jej oczyszczenia nie ma wielkiego znaczenia – wodę i tak musimy przenosić. Kolejną wadą tabletek jest smak wody po ich użyciu. Woda smakuje jakby pochodziła z basenu miejskiego. Intensywny zapach chloru można usunąć gotując, ale wymaga to z kolei zużycia zapasu paliwa. Cena tabletek Katadyn Micropur Forte to ok. 80 zł za 100 tabletek (4 listki po 25 tabletek, 1 tabletka na litr).

Aquamira produkuje środek chemiczny w płynie służący do uzdatniania wody o nazwie Water Treatment Drops . Dostajemu dwie buteleczki po 40 ml. Środek wymaga zmieszania dwóch składników (po 7 kropel każdego na litr wody) przed użyciem. Po zmieszaniu w dostarczonym przez producenta pojemniczku należy odczekać 5 minut i wlać jego zawartość do zbiornika z wodą. Producent podaje, iż po 15 minutach woda pozbawiona jest bakterii. Nie podaje jednak, iż woda nie jest pozbawiona pierwotniaków, a żeby je wybić należy zwiększyć trzykrotnie dawkę i odczekać tyle samo czasu jak w przypadku tabletek. Środek jest znany i używany przez wielu ludzi. Okazał się być efektywny. EPA (Enviromental Protection Agency) nie wydała temu środkowi certyfikatu jako, że nie spełniał ich norm. Certyfikaty takie posiadają natomiast tabletki. Myślę, że kiedy mamy do czynienia z wodą w środowisku naturalnym, a w pobliżu nie widać oznak źródeł skażenia (stad pasących się nad strumieniem owiec, krów i jaków) możemy z powodzeniem uzdatnić wodę tabletkami i odczekać 30 minut po czym wodę wypić. Ryzyko jest nikłe, ale pewności nie mamy nigdy. Z wad Aquamira Water Treatment Drops należy wymienić konieczność mieszania obu składników, konieczność przepakowania płynów do mniejszych pojemników (oryginalnie są to 2 pojemniki po 40 ml). Największą zaletą jest fakt, iż woda mniej śmierdzi chlorem. Jest to wynikiem 3 razy mniejszej dawki substancji aktywnej w płynie niż w tabletkach. Jeśli chcielibyśmy by płyn Aquamira był równie skuteczny co tabletki, należałby zwiększyć dawkę trzykrotnie. Wtedy woda miałaby taki sam zapach. Cena 76 zł za zestaw , który wystarcza na około 120 litrów wody.

Filtry

Przejdźmy do filtrów. Obecnie dostępne filtry turystyczne mogą: oczyścić wodę z zanieczyszczeń biologicznych (bakterie, pierwotniaki i cysty), mechanicznych (osady i zawiesiny) oraz chemicznych (metale ciężkie, nawozy, toksyny, chemikalia uzdatniające wodę). Większość dostępnych obecnie filtrów nie jest w stanie usunąć nam z wody wszystkich wirusów, ale są wyjątki.

W filtrze najważniejszym elementem jest wkład filtrujący. Są to najczęściej wkłady polipropylenowe, ceramiczne, węglowe, ceramiczno-węglowe, ceramiczne z jonami srebra.

W kategorii lekkich filtrów królują obecnie przepływowe filtry grawitacyjne, słomki i butelki. Ze starszych konstrukcji mamy filtry w postaci pompek gdzie obieg wody wymuszony jest siłą ludzkich mięśni.

Filtry awaryjne

Słomki zawierają najczęściej prosty filtr polipropylenowy, czasem jodynę lub węgiel aktywowany. Według mnie konstrukcje te nadają się do zastosowania tylko w sytuacjach awaryjnych. Przykład: Web-Tex Surviva-Pure Straw

Filtry butelkowe

Butelki z filtrami filtrują bakterie, pierwotniaki i niektóre wirusy. Polepszają też smak wody gdyż zawierają filtr węglowy. Mają one jednak bardzo ograniczoną pojemność (620-830 ml), potrafią przefiltrować tylko 100 litrów wody i są dość ciężkie (170-200 gramów). Przykładami takich produktów są: Katadyn Bottle 0,75 i 1L oraz Webtex Surviva-Pure Bottle (jej cywilnym odpowiednikiem jest Explorer Bottle firmy Drink-Safe-Systems).

Filtry przepływowe grawitacyjne (liniowe)

W tej kategorii mamy istny rozkwit propozycji. W zasadzie wszystkie filtry są oparte na wkładach polipropylenowych. Różnice polegają na innej gęstości filtrów, dodatkach w stylu filtrów węglowych, wadze, utrudnieniach i udogodnieniach wynikających z zastosowanej konstrukcji.

Na pierwszy ogień weźmy najcięższy filtr MSR Autoflow . Jest to filtr wyposażony w 4 litrowy zbiornik na brudną wodę, wężyki, element filtrujący i uniwersalną nakrętkę do butelki (pasuje do butelek PET, Naglene, Platypus itp.). Element filtrujący to filtr polipropylenowy o gęstości 0,2 mikrona, wadze 150 gramów (cały zestaw waży 392 gramów). Przepustowość filtra wynosi 1,75 litra/minutę, żywotność do 1500 litrów. Nie filtruje wirusów i toksyn. Woda po przefiltrowaniu jest tak samo zabarwiona jak przed. Filtr nie polepsza również smaku wody. Posiada możliwość czyszczenia w terenie (poprzez przepuszczenie czystej wody pod ciśnieniem w odwrotnym kierunku niż w zwykle podczas filtrowania). Cena w Polsce – 419 PLN, w USA 80 USD.

Kolejną propozycją jest Aquamira Frontier Pro. Filtr ten został stworzony z myślą o tym by nakręcić jego końcówkę na gwint butelki PET i pić ssąc wpdę jak przez słomkę. Potem ktoś wpadł na pomysł wykorzystania go jako elementu filtrującego w zestawie grawitacyjnym. Dlatego filtr ten charakteryzuje się bardzo niską przepustowością - 100-150 ml na minutę. Waga samego filtra wynosi 65 gramów. Filtr prawdopodobnie ma wkład polipropylenowy 0,2 mikrona jak większość konstrukcji. Nie polepsza smaku ani nie zmienia koloru wody. Zważywszy wymienione wyżej problemy z przepustowością odpuściłbym sobie tą konstrukcję. Cena w USA 16-20 USD.

Poniżej opis dwóch konstrukcji które mi najbardziej przypadły do gustu i postaram się je niebawem przetestować. Są nimi filtr przepływowy Surviva-Pure brytyjskiej firmy Webtex oraz filtr amerykańskiej firmy Sawyer. Podobają mi się z kilku względów: ją lekkie, są bardzo wydajne, mają bardzo gęste filtry polipropylenowe oraz wkłady węglowe (ten pierwszy).

Filtr przepływowy Surviva-Pure firmy Webtex należy do rodziny 3 filtrów (przepływowy, filtr w butelce oraz filtr w postaci słomki). Jednego już opisałem powyżej. Ten przepływowy posiada w środku filtr polipropylenowy 0,2 mikrona oraz filtr węglowy. Dzięki temu filtruje zarówno bakterie, cysty i pierwotniaki jak i metale ciężkie, toksyny i trucizny zawarte w wodzie. Poprawia również smak filtrowanej wody. Waga filtra to 71 gramów ze złączkami, 102 gramów waży całość (z ustnikiem do oczyszczania filtra). Żywotność filtra określono na 1600 litrów. Przepustowość to ponad 300 ml na minutę. Filtr możemy umyć w terenie przepuszczając wodę pod ciśnieniem w odwrotnym kierunku niż odbywa się filtrowanie. Cena w Polsce 155 PLN.

Jako ciekawostkę podam, że takie samo rozwiązanie oferuje pod inną nazwą i w zmienionym kształcie obudowy filtra firma Drink-Safe Systems. Nazwa ich produktu to Aquaguard Eliminator Inline Hydration Filter and Purifier. Przeznaczenie produktu dystrybuowanego przez Webtex jest militarne, a firmy Drink-Safe Systems cywilne.

Na koniec filtr firmy Sawyer z USA – Sawyer Water Filter SP140. Waga tylko 60 gramów, wkład polipropylenowy o średnicy sita 0,1 mikrona, przepustowość 1,8 litra na minutę, żywotność 10000 litrów. Usuwa bakterie, cysty i pierwotniaki. Jest szybki, lekki i tani (cena w USA 35 USD).

Ale na tym nie koniec. Firma Sawyer produkuje inny filtr – droższy ale posiadający wkład polipropylenowy o średnicy sita 0,02 mikrona. Pozwala to na usunięcie wirusów z wody. Filtr nazywa się Sawyer Water Purifier SP135. Waga taka sama jak jego starszego brata. Ma on jednak pewną wadę – wymaga primingu. Trzeba przez niego przepuścić strumień wody pod wysokim ciśnieniem i nosić go mokrego by użyć w plenerze. To powoduje wzrost wagi i niedogodność w przechowywaniu. Cena w USA 69 USD.

Filtry z wymuszonym obiegiem wody

Tyle w temacie filtrów grawitacyjnych. Do wyboru pozostało jeszcze kilka filtrów o wymuszonym obiegu wody. Z lekkich konstrukcji mamy Hyperflow firmy MSR. Filtr wygląda jak pompka do roweru. W środku mamy wkład polipropylenowy o sicie 0,2 mikrona. Waga wysoka bo aż 220 gramów. Wysoka przepustowość - 3 litry/minutę. Żywotność określił producent na 1000 litrów. Nie filtruje wirusów i toksyn. Ma możliwość czyszczenia w terenie. Do niedawna zbierał wiele niepochlebnych opinii odnośnie zapychania doprowadzającego użytkowników do rozpaczy. Producent na swojej stronie twierdzi, że zmienił coś w konstrukcji filtra i problem w nowych egzemplarzach nie występuje. Jak jest naprawdę dowiedzą się tylko ci co za niego zapłacą (w Polsce 560 PLN, w USA 100 USD).

Doskonałą propozycją – aczkolwiek cięższą jest filtr MSR Sweetwater. Oparty na elemencie ceramicznym (sito 0,2 mikrona) z wkładem węglowym pozwala na oczyszczenie wody z bakterii, cyst, pierwotniaków, osadów, zanieczyszczeń chemicznych. Polepsza również smak wody. Producent określił jego żywotność na 750 litrów, ale można dokupić do niego wymienne wkłady ceramiczne. Filtr łatwo można oczyścić w terenie przy pomocy szczoteczki dodawanej w zestawie. Sam filtr (pompka) bez osprzętu waży 320 gramów, do tego trzeba zaopatrzyć go przynajmniej w wężyki i prefilter. Waga całego zestawu przekracza 400 gramów więc jest „nieco” przyciężki. Mimo to jest on wart przemyślenia. Cena w USA 70USD, w Polsce 315 PLN.

Tyle miałbym do powiedzenia w dniu dzisiejszym na temat filtrów. Dodam tylko, że należy się liczyć z faktem, że elementy filtrujące mokre ważą więcej niż w specyfikacji producenta. Poza tym filtry mają pewną istotną wadę: jeśli zamarzną mokre – elementy zarówno ceramiczne jak i polietylenowe zostaną prawdopodobnie zniszczone. Trzeba o tym pamiętać wybierając się z nimi w teren i czasem zabrać ze sobą do śpiwora zapakowawszy wcześniej w jakiś woreczek (swoją drogą dużo gratów w tym śpiworze trzeba mieć by nam nie pozamarzały :P). Ostatnia niedogodność związana z filtrami to konieczność ich suszenia i odpowiedniego przechowywania. Jeśli o to nie zadbamy zarosną nam piękną zielenią.

Lampy UV

Ostatnim urządzeniem, o którym chciałem tylko wspomnieć jest Steripen UV. To lampka wyposażona w element wytwarzający intensywne światło ultrafioletowe. Potrafi ono zabić wszelkie bakterie, cysty, wirusy i pierwotniaki w 90 sekund w 1 litrze przejrzystej wody. Potrzebuje 180 sekund na załatwienie ich w wodzie mętnej. Problem pierwszy to taki, że wody tej nie oczyszcza z osadów i zawiesin. Takiej wody i tak się nie napijemy. Będziemy musieli ją odstawić lub przefiltrować. Drugi problem tkwi w samym urządzeniu. Sam się nim nie bawiłem, ale czytając testy odniosłem wrażenie, iż Steripen jest dość humorzasty. Potrafi zużyć komplet litowych baterii znacznie szybciej niż to wynika z danych producenta, potrafi też po prostu nie działać jak należy. Waga Steripen Traveller to 67 gramów (105 z bateriami). Ceny w Polsce ok.580 zł.

Wybór

Jeśli miałbym wybrać najskuteczniejsze, najlżejsze i najtańsze rozwiązanie to wybrałbym lekki filtr grawitacyjny (Sawyer SP140 lub Surviva-Pure) oraz tabletki uzdatniające wodę. Taki zestaw pozwoliłby na oczyszczenie wody ze wszystkich zanieczyszczeń biologicznych, mechanicznych i chemicznych w około 30 minut. Zastosowanie filtra Surviva-Pure dodatkowo oczyściłoby wodę z zapachu chloru i poprawiłoby jej smak. Cena takiego rozwiązania wydaje się również dość przystępna. Rozwiązanie to byłoby dobre nie tylko w dziczy gdzie zanieczyszczeń chemicznych praktycznie nie ma ale pozwoliłby uzdatnić wodę ze źródeł bliższych cywilizacji. Postaram się w najbliższej przyszłości przetestować oba filtry i opublikować wyniki moich testów.

czwartek, 16 lipca 2009

Plecak Golite Jam

Wstęp

Chciałem Wam przedstawić mój ultralajtowy plecak. Jest nim Jam firmy Golite. Mój egzemplarz to pierwsza, nie produkowana już wersja. Szkoda, że producent nie produkuje go w obecnym kształcie, bo to wcielenie zebrało najwięcej pochlebnych opinii. Jam jest produktem, który najbardziej ze wszystkich plecaków produkcyjnych przypomina plecak polecany i opisany przez Raya Jardine – krzewiciela idei UL w książce „Beyond Backpacking”. Jam pozostaje od lat ulubionym plecakiem słynnego podróżnika Andrew Skurki. Mimo iż plecak znajduje się w kategorii ultralekkiej ma więcej udogodnień niż użytkownik mógłby sobie zażyczyć: całkiem wygodne szelki, pas biodrowy, usztywnienie z pianki, 4 boczne pasy kompresyjne, jeden pasek kompresyjny na szczycie plecaka, wewnętrzną kieszeń na bukłak z dwoma wyprowadzeniami na zewnątrz, troki do kijów i czekana, dużą kieszeń zewnętrzną na drobniejsze przedmioty, dwie boczne pojemne kieszenie siatkowe na inne podręczne przedmioty (do których można sięgnąć bez konieczności zdejmowania plecaka). Wszystko to dlatego, że producent oferował go jako plecak przeznaczony dla turystów idących na weekend w góry lub na zimowe jednodniowe wycieczki. Dlatego mamy tu wszystko, co dało się upchnąć.

Pojemność i waga

Należy wspomnieć, iż komora główna plecaka jest zamykana na ściągacz ze stoperem, po czym rolowana i zamykana na trok zaopatrzony w klamerkę. Kieszeń przednia natomiast zamykana jest na zamek kryty listwą. Plecak ma 38+7 litrów pojemności. Te dodane 7 litrów oznacza pojemność komina. Trudno ustalić granicę komina i komory głównej ale z pewnością plecak ma te 45 litrów pojemności. Kieszeń z przodu ma dodatkowe 3 litry. Muszę dodać, że pojemności te nie są wyssane z palca. Taka jest faktyczna pojemność i producent niczego nie poprzekręcał (jak to wśród producentów się już utarło). Oczywiście pojemność na nikim wrażenia nie robi dopóki nie skonfrontujemy jej z wagą plecaka wynoszącą 620 gramów. Taka waga była podawana przez producenta. Mój egzemplarz ważył 577 gramów, kiedy go otrzymałem i to w rozmiarze L.

Możliwości odchudzenia wagi

Ze względu na fakt, iż pakuję plecak jak burito wyściełając ściany plecaka matą i ładuję zawartość do środka usunąłem niepotrzebną piankę usztywniającą plecy. Szczerze mówiąc była to pianka mocno tandetna – ale to jedyna tandetna rzecz w tym wyrobie. Może producent wiedział, jak wiele z tych elementów wyląduje w koszu, więc nie chciał zwiększać kosztów. Potem przyszła kolej na taśmy. Kiedy je pomierzyłem odniosłem wrażenie, że wszelkie paski, szelki i troki w tym plecaku były projektowane pod osoby otyłe, o czym świadczyła ich przesadna długość. Mimo, iż brałem pod uwagę opcję używania plecaka zimą i konieczność przepasania się mając grubsze ubranie udało mi się odciąć kilkadziesiąt zbędnych centymetrów tu i tam. Obniżyłem dzięki temu wagę plecaka do 534 gramów. Na tym nie kończą się jednak możliwości jego odchudzania – można odpruć przegrodę, w której zamocowana była pianka, przegrodę na bukłak oszczędzając dalsze kilkadziesiąt gramów. Bez ingerencji w konstrukcję można odłączyć troki do czekana gdyż zaopatrzono je w taśmę velcro. Producent pozostawił nam spore pole manewru. Możemy się cieszyć pełnym wyposażeniem bądź dowolnie je ograniczyć ciesząc się mniejszym ciężarem na grzbiecie.

Materiały

Materiał z jakiego uszyto plecak to nylon ripstop przy czym siateczka mająca zapobiec rozdzieraniu jest zrobiona z włókien Dyneema – jednych z najlżejszych i najmocniejszych włókien stworzonych przez człowieka. Tkaniny utkane z Dyneema mają nazwę handlową Cuben i znalazły pierwotnie zastosowanie w produkcji żagli. Ale już sam nylon ripstop użyty w tej konstrukcji jest naprawdę wytrzymały. Może zobrazuje to fakt, iż dwa dni nosiłem w nim okulary, których oprawka po złożeniu tworzy dwa ostrza. Jedno z nich przez te dwa dni próbowało przebić powierzchnię ocierając o nią. Efektem było wgniecenie, materiał wytrzymał. Kieszeń przednia uszyta jest z materiału Cordura. Kieszenie boczne to wytrzymała siatka z elastyczną taśmą utrzymującą na miejscu wszystkie przedmioty, które do nich wrzucimy. Szelki są zrobione z miękkich taśm pokrytych siatką. Wyściełanie prawie nie istnieje mimo to nie stanowi istotnego problemu pod warunkiem, że utrzymujemy odpowiednią do przeznaczenia tego plecaka wagę bagażu. Wszystkie użyte klamerki są bardzo dobrej jakości. Jedyny zamek jakiego użyto w konstrukcji również nie budzi żadnych zastrzeżeń.

Wygoda

Producent podawał, z tego co pamiętam wagę 15 kg jako dopuszczalną do przenoszenia w tym plecaku. Tego nie udało mi się sprawdzić, ale nosiłem w nim maksymalnie 13-14 kg i plecak nadal był wygodny. Jeśli utrzymamy wagę bagażu na poziomie ultralight czyli poniżej 10kg (sprzęt, jedzenie i woda) to zapomnimy w ogóle o tym, że coś niesiemy na plecach. Pas biodrowy użyty w tej konstrukcji może kogoś dziwić, ale pasy biodrowe to w plecakach UL luksus i ekstrawagancja (tak samo jak wspomniana kieszeń na bukłak). Z drugiej strony pas ten może rozśmieszyć do łez ludzi przyzwyczajonych do pasów tradycyjnych mających przenosić na korpus znacznie większe obciążenia. Ten pas jest skromny – zrobiony z siatki i taśmy 40mm.

Wodoodporność

Jeszcze słowo o odporności na opady: ogólnie materiał plecaka nie nasiąka wodą (poza szelkami) ani jej nie przepuszcza. Są jednak dwa miejsca, przez które woda może po pewnym czasie utorować sobie drogę. Są to: haftowane logo producenta oraz rękaw komina, jeśli go nieodpowiednio zrolujemy. Tego pierwszego to nie da się chyba uniknąć bez ingerencji w konstrukcję. Tego ostatniego możemy uniknąć jedynie wtedy, kiedy „towar” nie wypycha nam całego plecaka, albo jeśli założymy na plecak pokrowiec przeciwdeszczowy (lub poncho).

Użytkowanie

Osobiście używam tego plecaka zarówno latem jak i zimą. Latem mam problem by go zapełnić, więc przydają się pasy kompresyjne. Zimą pakuję go do połowy komina wraz z dwuosobowym namiotem, palnikiem benzynowym, sporą ilością ubrań i jedzeniem na tydzień.

Najczęściej do komory głównej idzie jak wspominiałem karrimata, sprzęt o większej objętości i jedzenie oraz duży bukłak z wodą jeśli to konieczne. Do przedniej kieszeni wrzucam wszystkie mniejsze przedmioty. W bocznych mieszczą się butelka z wodą, mapa, przegryzka i poncho.

O kolorach nie będę pisał – ja wybrałem bardzo ładny, jedyny możliwy kolor - oliwkowy.

Obecnie firma Golite kontynuuje linię rozpoczętą przez plecak Jam produkując Jama 2. Jest on nieco pojemniejszy i cięższy. Dziś nie jestem w stanie wiele o tym nowym powiedzieć, ale istnieje prawdopodobieństwo, że niebawem będę miał takiego do testów. Wtedy podzielę się z Wami moją opinią.

Zalety:
- bardzo uniwersalny w zastosowaniu – dużo przydatnych fajerwerków,
- pojemny – starcza zarówno na weekendowe wycieczki jak i tygodniowe, zimowe włóczęgi po górach,
- niska waga z dużymi możliwościami dodatkowego jej zmniejszenia,
- wytrzymałe materiały,
- materiał nie chłonie wody (nie dotyczy to szelek).

Wady:
- plecak generalnie nie przemaka i może wytrzymać spory deszcz jednak miejsce gdzie wyhaftowano logo firmy chłonie wodę i powoduje skroplenie się jej w środku.

Zdjęcia: