czwartek, 20 sierpnia 2009

Islandia by Marcel

Mój kolega Marcel (vel Rzez) próbuje zrobić trawers Islandii z buta na lekko - ze wschodu na zachód. Zastanawiałem się nad uczestnictwem w tej przygodzie ale obowiązki mi na to w tym roku nie pozwoliły. Marcel wyleciał wczoraj wieczorem. Dzisiaj znajduje się już Egilsstadir dokąd trafił jadąc na stopa 700 km. Napisał: "Szukam gazu i jadę na południe do Muli. Widoki oszałamiają: zorza polarna, lis polarny, góry lodowe, lodowce." Kiedy tylko będzie miał zasięg będzie mi relacjonował swoją wyprawę, a ja postaram się wrzucić info na bloga.

Wyświetl większą mapę
Marcel pojechał tam z planem rozpoczęcia pieszej wędrówki z miejscowości Hofn lub Land. Potem drogą F980 w stronę Mulaskali, przez Egilssel, Geldingafellsskali, obejście lodowca od północnej strony przez Bergvislarkofi, przejście brodem przez rzekę Eyjabakar, Snaefellsskali, dalej w kierunku Jokulsa a Dal, przez tamę Karahnjukar, dojście do drogi F910, drogą do Aksja do ułatwi pokonanie kilku rzek przez które trzeba przejść mostem. Dalej na zachód z wejściem na wulkan Trolladyngja, stąd na północ od lodowców Tungafellsjoekull i Hofsjoekull. Następnie do Hveravellir i opinięcie Langsjokull od północy. Potem albo na północ od rzeki Hvita z zahaczeniem o wodospady Hraunfossaralbo na południe z wejściem na wulkan Ok. Dalej pomiędzy jeziorami Reydarvatn i Eriksvatn. Stamtąd Marcel wymyślił dwie trasy i nie wiem którą wybierze: pójdzie w kierunku Skessuhorn i skończy na półwyspie Akranes albo skieruje się na Snaefellsness i wejdzie na Baula.
Marcel niesie ze sobą plecak ważący ok. 17 kg wraz z jedzeniem na ponad miesiąc. Trzymam kciuki.

wtorek, 4 sierpnia 2009

H2O - filtry grawitacyjne - pierwsze wrażenia

Drogą kupna wszedłem w posiadanie dwóch wybranych wcześniej filtrów: filtru SP140 firmy Sawyer i filtru Surviva-Pure firmy Webtex.

Dzięki zakupowi udało mi się uściślić pewne istotne fakty (czytaj: pobrałem kosztowne nauki).
Webtex przyznaje się do użycia wewnątrz swojej konstrukcji elementu filtrującego zawierającego membranę 0,2 mikrona, związki jodu i węgiel aktywowany. Ten ostatni element jest widoczny po rozkręceniu filtra (jest to też sposób na usunięcie zanieczyszczeń z obudowy filtra). Dziwi mnie zastosowanie związków jodu. Nie wiem co mogą one zdziałać jeśli ich oddziaływanie jest ograniczone w czasie (w końcu przez ten filtr woda leci dość wartko). Smak wody z tego filtra jest jakby lekko słodkawy i ostry jednocześnie. Jest to efekt działania węgla aktywowanego. Faktycznie filtr ten polepsza smak i przejrzystość wody. Badań laboratoryjnych nie robiłem.
Filtr Sawyera zawiera membranę 0,1 mikrona i to w zasadzie wszystko. Nie polepsza smaku ani wyglądu wody (polepsza przejrzystość, kolor pozostaje).
Z danych, które udało mi się wcześniej zebrać wywnioskowałem, iż oba filtry ważą około 60 gramów. W rzeczywistości Sawyer waży 46 gramów co mnie niezmiernie cieszy.
Mniej cieszy waga filtra Webtex - 118 gramów (+5 gramów nakręcane przejściówki do wężyków). Filtry zmieniają również wagę kiedy są mokre.
W przypadku Webtexa jest to różnica 12 gramów, w przypadku Sawyera 2-5 gramów. Oczywiście wagi tutaj opisane dotyczą tylko elementu filtrującego (bez wężyków i przejściówek).

Kolejną różnicą na korzyść filtra Sawyera jest to, iż nie wymaga primingu (czyli przepuszczenia przez niego wody przed pierwszym użyciem). Filtr Webtexu wymaga takiej operacji. Nie jest to szczególnie uciążliwe ale zawsze dodatkowa zabawa. Podczas primingu z filtra zlatują widoczne drobinki węgla aktywowanego.

Kolejna różnica (znów na korzyść Sawyera): webtexowy filtr nie może być oczyszczony poprzez backflushing (czyli przepuszczenie czystej wody w odwrotnym kierunku). Sawyera można tak umyć w terenie (wystarczy nawet woda zgromadzona w ustach - nie trzeba filtra podłączać do kranu). Dzięki temu produkt firmy Sawyer faktycznie może być długowieczny. Surviva-Pure jak się zapcha to niewiele będzie można zdziałać. Aczkolwiek mogę się mylić. Może producent nie opisał takiej procedury, a jest ona możliwa. Na razie wolę nie próbować.

Filtr Webtexa dostajemy w zestawie z adaptorem na kran i dwoma kompletami przejściówek wkręcanych w filtr służących dopasowaniu go do różnych średnic wężyków stosowanych w bukłakach. Dostajemy też instrukcję.
Filtr Sawyera przyszedł w zestawie z poliwęglanową butelką tworzącą z filtrem źródło czystej wody. Wystarczy butelkę napełnić brudną wodą zamknąć i pić przez wystającą rurkę.
Oczywiście zestaw jest mocno pancerny i waży ponad ćwierć kilo. Jest to dla mnie wystarczającym powodem do porzucenia myśli o jego noszeniu w plener :P W zestawie mamy jeszcze gratis kilka rurek z różnych materiałów oraz dwie niepotrzebne obejmy (widoczne na zdjęciu).

O różnicach w wydajności i innych cechach filtrów napiszę za jakiś czas.

W celu uzdatnienia wody metodą grawitacyjną należy zaopatrzyć się w wężyk o odpowiedniej średnicy oraz korek do butelki z adapterem do wężyka.
Będąc przezornym kiedy przerabiałem stare Kudu na miskę zostawiłem sobie wszystkie inne elementy. Jeśli ich nie masz polecam zestaw Platypus Hoser 2 lub 3 litry. Zawiera on wszystkie te elementy oraz bukłak mogący służyć jako rezerwuar brudnej wody. Ja jako tego rezerwuaru użyję zwykłego Platypusa 2L. Cały taki zestaw (rurka + korek z adaptorem) ważą ok. 50 gramów. Butelka na brudną wodę będzie ważyć 30 gramów. Butelek na czystą wodę nie liczę bo i tak musiałbym je nosić. W ten sposób mam dwa zestawy filtrów grawitacyjnych: z filtrem Webtexa ważący 203 gramy i filtrem Sawyer o wadze 126 gramów. Waga tego pierwszego nie zachwyca, ale drugiego to już jest pewna przewaga nad konstrukcjami typu MSR-a czy Platypusa. Jeśli jednak zdecydujemy się nie używać wcale pojemników na czystą wodę możemy pić bezpośrednio z butelki brudnej wody poprzez filtr liniowy. Wtedy mamy dodatkową oszczędność wagi. Jedyne co należałoby wtedy dodać do zestawu to ustnik od bukłaka (czyli jakieś 10 gramów).

Moim zdaniem oba filtry są warte uwagi. Jeśli miałbym wybierać filtr do wykorzystania blisko cywilizacji wybrałbym z pewnością filtr Webtexa. Jako filtr używany w środowisku naturalnym, pozbawionym pól uprawnych, pastwisk, zakładów przemysłowych i aglomeracji wybrałbym bez wahania filtr Sawyera. Przy czym oba wymagają użycia środka chemicznego do oczyszczenia wody z wirusów. Filtr Webtexa w połączeniu z tabletką Katydyna ma tą przewagę, że woda z niego smakuje jakbyśmy tej tabletki wcale nie użyli.

piątek, 31 lipca 2009

Plecak Golite Jam 2009

Plecak Jam z roku 2009 miał być z założenia kontynuacją historycznego modelu Jam wprowadzonego przez Golite wiele lat temu. Jest on nieco większy niż protoplasta bo w rozmiarze L ma 51 litrów pojemności (zamiast wcześniejszych 45L). Stało się to po części za sprawą większej kieszeni z przodu powiększonej o z 3 do 6 litrów.
Powiększono też nieznacznie przestrzeń komory głównej oraz wielkość kieszeni bocznych (zastosowano w nich również rodzaj elastycznej półprzeźroczystej tkaniny (lycra) zamiast wcześniejszej siatki).
Górne krawędzie kieszeni bocznych są ustawione pod kątem dzięki czemu możemy z nich z powodzeniem korzystać nie zdejmując plecaka.
Poza pojemnością Jam jest plecakiem kultywującym tradycję: tak jak pierwowzór ma więcej dodatków funkcjonalnych niż sobie można w takim plecaku zażyczyć. W części plecaka przylegającej do pleców mamy już oddychającą wyściółkę z siatki (wcześniej mieliśmy w tym miejscu nylon z dyneemą).
Wewnątrz niej mamy zainstalowany panel z pianki (panel jest wyjmowalny).

Poprawione w stosunku do pierwowzoru szelki plecaka są już wyprofilowane (inaczej w wersji dla kobiet i dla mężczyzn) oddychające i pokryte siateczką. Oczywiście mamy tu wygodny, regulowany pasek na wysokości piersi, a klamerka go spinająca została wyposażona w zintegrowany gwizdek.
Plecak wyposażony został również w biodrowy pas nośny zapinany nowego kształtu klamrą. W ogóle klamry w tym plecaku Golite'a stanowią nową jakość. Pas nośny został częściowo wyściełany siatką dla zwiększenia komfortu.
Producent wysłuchał moich modłów ;) i pas nośny zaopatrzył w dwie dość pakowne kieszenie zapinane na zamek.
Kieszonki nie gwarantują wodoszczelności bo są z tego samego materiału co kieszenie boczne (rodzaj lycrowatej gęstej siatki). Umożliwiają schowanie podręcznych przedmiotów takich jak aparat fotograficzny, telefon czy batonik.
Wewnątrz kieszeni mamy przegródki na mniejsze przedmioty takie jak klucze, latarkę itd. Już za sam dodatek tych kieszeni Jam 2009 ma u mnie wielkiego plusa.
Wewnątrz komory głównej mamy elastyczną kieszeń na bukłak (do ok. 3 litrów). W jej wnętrzu mamy nawet wieszaczek pozwalający powiesić bukłak mniejszych rozmiarów wewnątrz kieszeni.
Wyjścia rurki od bukłaka są po obu stronach pleców jednak ich nowy kształt na 100% spowoduje wlanie się do plecaka wody podczas opadów deszczu.
Komora główna zamykana jest na rolowany komin zaciskany linką ze stoperem oraz taśmę kompresyjną z klamerką. To rozwiązanie znamy już z poprzedniego Jama i nic się w tym zakresie nie zmieniło. Taśma umożliwia przytroczenie maty czy rakiet śnieżnych na szczycie plecaka.
A propos troczenia - wreszcie doczekaliśmy się bocznych taśm kompresyjnych w takiej długości by faktycznie można było coś do plecaka przytroczyć. Obecna ich długość gwarantuje bezproblemowe troczenie pełnej długości karimat czy dwuosobowego namiotu. Boczne taśmy kompresyjne można rozciągnąć do tego stopnia by połączyć z klamerkami po przeciwnej stronie plecaka kompresując w ten sposób całość plecaka.
Kieszeń przednia jest zamykana na zamek kryty patką tak jak to było w pierwowzorze. Widać producent przestał wierzyć zamkom wodoszczelnym montowanym w Jamie 2 z 2008 roku.
Poza taśmami kompresyjnymi z boku plecaka zastosowano w nim nowy system nazwany ComPACKtor. Pod dnem plecaka mamy dwie plastikowe sprzączki oraz po przeciwnej stronie dwie pętelki umożliwiające znaczne zmniejszenie objętości plecaka kiedy nie jest nam ona potrzebna. Wtedy z wielkiego wora robi się nam zgrabny plecaczek przeznaczony na jednodniowe eskapady. Mogłoby się to wydawać gadżetem bez znaczenia jednak ten sposób kompresji powoduje przesunięcie zawartości plecaka, a co za tym idzie również ich ciężaru bliżej ciała.

Na zewnątrz plecaka zostały umiejscowione dwie pętle do mocowania czekanów czy kijków trekkingowych.
Z innych istotnych rzeczy należy dodać, iż zmieniła się tkanina z której wykonany jest plecak. Obecnie jest to tkanina wcześniej stosowana w plecaku Golite Pinnacle o nazwie Dyneema-X (X wiąże się z tym w jaki sposób krzyżują się widoczne włókna dyneema). Czy między tradycyjnym nylonem ripstop z dyneemą, a tym są jakieś różnice w funkcjonalności nie potrafię powiedzieć. Materiał spawaia wrażenie grubszego niż ten, który został zastosowany w moim Jamie (pierwszej generacji) ale może to tylko wrażenie.
Waga plecaka w rozmiarze L wynosi 762 gramy. Waga deklarowana przez producenta jest niższa o 9 gramów więc jest to wynik całkiem przyjemny. Pianka usztywniająca plecy waży 39 gramów więc po jej usunięciu otrzymamy plecak ważący 723 gramy. Jam pierwszej generacji po odchudzeniu waży 200 gramów mniej ale te wszystkie bajery muszą swoje ważyć ;)

Ogólnie plecak sprawia bardzo dobre wrażenie. Jest z pewnością bardzo przemyślaną konstrukcją dającą wiele swobody w pakowaniu i aranżacji ekwipunku. Pozostawia również swobodę w zakresie odchudzania wagi. W miarę upływu czasu będę uzupełniał informacje odnośnie strony użytkowej tego plecaka.